" /> Dokąd i po co leci strzała Amora? | Centrum Rozwoju Osobowości INNER HOME

Dokąd i po co leci strzała Amora?

 

Aneta Fudała

To tajemnicza historia – myślimy czasem o początkach związku. Jakaś magia przyciąga dwoje ludzi do siebie. Czasem zakochani próbą to uzasadnić: „To jej oczy i figura mnie przycięgnęły”, „Urzekła mnie jego opiekuńczość”. Często też wybór tzw. drugiej połówki wydaje się zrządzeniem losu. Ja zaproponuję rozważenie perspektywy psychodynamicznej do zrozumienia dokąd i po co leci strzała Amora, czego szuka, czym się kieruje i co jest jej siła napędową.

 

Zgodnie z założeniami psychoanalizy wejście w daną relację i wybór partnera są zasilane w dużym stopniu siłami nieświadomości.

 

Często silnym napędem do szukania związku jest potrzeba potwierdzenia i podtrzymania swojej wartości – przynajmniej dla tego jednego, ukochanego człowieka. W efekcie tego możemy poszukiwać słów i gestów mówiących pod jakim względem jestem dla drugiej strony wartością, bo sam/a tego nie czuję… Relacja pełni ważną funkcję: można tu być widzianym, a także być pamiętanym. Zasobem budowanym przez lata czy miesiące jest pamięć związku, „album” wspólnych chwil i doświadczeń. 

Ogólnie można stwierdzić, że wszyscy potrzebujemy bliskości, jednak jej znaczenie może być bardzo odmienne w różnych parach. Popularna teoria o językach miłości wskazuje na różne potrzeby, które poszczególne osoby mogą preferować. Dla niektórych najważniejszym wyrazem miłości będą słowa wyrażające uczucia, dla innych wspólnie spędzany czasu lub przysługi i dbanie, jak np. zaserwowania niedzielnego śniadania do łóżka. Niektórzy najbardziej poszukują czułego czy zmysłowego dotyku, inni doceniają różnego rodzaju prezenty. Warto w parach rozmawiać o tym co dla drugiej osoby jest wyrazem miłości, żeby uniknąć rozczarowania i rozmijana się w odczytywaniu intencji partnera.

 

Różnego rodzaju gesty ukazujące oddanie drugiej osoby gwarantują nam większe bezpieczeństwo emocjonalne. Jednakże zbyt intensywna pogoń za miłością może poszukiwać patentu na łagodzenie lęków i niepewności. Wówczas kocham, aby czuć się bezpiecznym, zdefiniowanym. Bycie w parze może być upragnione jako stan uspokajający i porządkujący życie. Związek ułatwia budowanie tożsamości, gdy nie została ona wcześniej wyraziście dookreślona. Łatwiej wówczas o poglądy czy decyzje – można je zaczerpnąć od drugiej strony albo jakoś się od nich odbić. Zbyt silna chęć przynależenia może być czasem zwodnicza i przypomina okres nastoletni, gdy w sposób naturalny większość osób poszukuje przywarcia do jakiejś relacji czy grupy. Jeśli szukamy poczucia wyjątkowości, np. znalezienia osoby o wyjątkowej pozycji społecznej, może to nas zwieść na bezdroża relacji z trudnym partnerem, który owszem daje otoczkę własnej wyjątkowości, ale niekoniecznie już nią zwrotnie obdarzy…

 

Istnieją bardzo symbiotyczne typy związków (w rodzaju: wszędzie razem, wszystko razem), które są warunkiem i podporą dla kruchej tożsamości. Nie oznacza to jednak, że emocjonalna zależność sama w sobie jest niedojrzałością czy patologią. Jest wręcz przeciwnie – umiejętność wejścia w emocjonalną zależność stanowi wskaźnik zdrowia psychicznego. Trzeba być silnym, aby ukazać swoje pragnienia czułości, swoje słabości, delikatne, newralgiczne punkty, zetknąć się ze swoimi potrzebami bliskości i zaryzykować ujawnienie ich drugiej osobie. Zakochani zwykle nie wstydzą się naturalnej potrzeby miłości.

Ten stan zakochania wspaniale syci nasz głód czegoś doskonałego, idealnego. Druga osoba wydaje się nam wszak idealna, my sobie sami lepsi a cały świat piękniejszy! Lokujemy w miłości nadzieje na lepszą przyszłość.

 

Czasem marzy się nam, że partner uzupełni nasze niedobory z dzieciństwa, zrekompensuje straty i da to, czego nie dali rodzice. Może pojawić się fantazja, że uchroni nas od trudności, obroni przed inwazyjnym rodzicem i niesprzyjającą rzeczywistością. Można uznać, że jest to iluzja znalezienia wybawcy. Jednak realistyczne jest oczekiwanie, że w realnych życiowych troskach partner nas wysłucha, pomoże zdystansować się od problemów, wesprze, przytuli i w ten sposób ułatwi poradzenie sobie z codziennym stresem.

Łączymy się w pary z powodów nieświadomych i świadomych, a relacja, którą tworzymy, może mieć charakter rozwojowy lub obronny. Obronną przesłanką byłaby chęć, aby oderwać się od depresyjnych emocji i np. nie przechodzić żałoby po zakończonym związku – tylko rzucić się w wir następnych relacji. Wówczas nowe doznania zajmują naszą głowę i przynajmniej na chwilę odciąć się od bolesnych wspomnień. Na chwilę, bo trzeba założyć, że znieczulony i nieprzeżyty ból wróci. Inną obronną intencją posiadania przy sobie drugiej osoby jest to, by zastopować natłok myśli o sobie. Partner staje się wówczas odbiorcą naszych projekcji, wyobrażeń na temat nas samych i świata. Istnieje taki mechanizm, w którym nieakceptowane części siebie umieszcza się w kimś innym – pary dość często to robią wpadając w iluzję, że najgorsze wady ma partner. Mówi się, że relacje są jak lustra: w drugiej osobie widzimy nieznane aspekty siebie, przy niej możemy z nimi przebywać i przez to czujemy się pewniejsi. Czasem trudno samemu unosić swoje wewnętrzne kawałki i druga osoba może stać się współ-nosicielem trudnych treści.

 

Instytut Tavistock Relationships wskazuje, że relacja pary może tworzyć środowisko do wzrostu, gdyż dzięki „wystarczająco dobrym” warunkom daje szansę na bardziej całościowe zobaczenie samego/samej siebie. Chodzi o zobaczenie w sobie większej różnorodności cech, w tym tych upatrywanych w drugiej osobie. Wtedy sprawy, które we wczesnych okresach życia ułożyły się niekorzystnie, mogą zostać przepracowane i zmienione. Cenne jest dostrzeżenie, że relacja dwóch osób stanowi sama w sobie trzeci dodatkowy element, czyli relacja to znacznie więcej niż suma dwóch osób. I to właśnie połączenie międzyludzkie może mieć siłę unieść rozbijające elementy konfliktów, różnic czy strat. Wtedy partnerzy mogą myśleć o relacji, o jej jakości i próbować modyfikować pewne zachowania przez wzgląd na nią. Ważnym zasobem jest umiejętność obserwacji tego, co dzieje się między nami oraz przyjmowania bardziej przyjaznej postawy „przez wzgląd na nasze wcześniejsze porozumienie”. Taka konstruktywna relacja umożliwi każdej z osób lepszy rozwój w obrębie związku, niż miałaby ona poza nim.

 

Przy całych tych trudach i zamętach wciąż szukamy swojej drugiej połówki: w szerokim świcie albo w trwających związkach. Druga osoba jest nam potrzebna do zaspokajania różnych potrzeb psychologicznych, a przede wszystkim do kochania!

 

~ Artykuł ukazał się w lutowym wydaniu newslettera „Psycho-Pudełko”. Aby być na bieżąco, zachęcamy do zapisu – kilkając w ten link!