Mieszcząc się w swoim stadzie
Aneta Fudała
Człowiek jest istotą tak wysoce społeczną, iż uznaje się, że umiera z samotności… Na różne sposoby dowiedziono, że będąc samotnym, częściej się choruje. Tendencja do afiliacji leży głęboko w naszej naturze. Możemy spostrzec, że jeśli w restauracji ustawiono kącik dziecięcy, dzieci chętnie zmierzają do niego w towarzystwie, jakby mówiły: „Większą frajdą jest bawić się razem”!
Zapraszam dziś do zastanowienia się nad swoją grupą odniesienia. Kim jest moje stado? Jakie jest moje plemię? Gdzie się umiejscawiam i na ile się tam mieszczę z moją indywidualnością?
Wychowujemy się w grupach. Najpierw otacza nas, okala najbliższa rodzina: mama, tata, rodzeństwo. Potem dołączają babcie, dziadkowie, kuzynowie, ciotki i wujkowie. Odbywają się kinder party, zachodzi recytowanie wierszyków, wspólne piosenki przy ognisku, chodzenie w gości. Potem przychodzi klasa, jakaś paczka znajomych, zespół w pracy. Poznawanie się, autoprezentacja, konflikty, dawanie przestrzeni drugim i dbanie o swoją przestrzeń. Zapraszamy grupy ludzi na swoje uroczystości – śluby, oblewania sukcesów, czterdziestki. Formułują się wspólnoty wyznania czy zgromadzone wokół zainteresowań. Dobiera się razem plemię rodziców wychowujących dzieci w bliskim kontakcie z naturą. Ludzkie plemię przyjmuje nas do siebie, ale wymagając wtedy nauki dzielenia się i naprawiania relacji. Uczymy się radzenia sobie z odrzuceniem i społecznymi porównaniami. Cały ogrom doświadczeń zawartych w terminie socjalizacja.
Jeśli działamy w grupie, która dzieli ze sobą koleje losu – wspólnie zaczyna i kończy swą przygodę, podlegamy pod wyszczególnione przez psychologów fazy życia grupy. Taką grupą może być klasa, może być społeczność treningowa. Gdy przypomnimy sobie początki życia szkolnego czy zespołowego, wracamy wówczas wspomnieniami do tzw. fazy orientacji i zależności. W tej fazie czujemy niepewność, oczekiwanie prowadzenia grupy przez szefa, nauczyciela czy trenera. Uczestnicy domagają się wtedy informacji, zadają pytania: „O co chodzi?”, „Po co to jest?” czy „Jak to ma wyglądać?”. Z jednej strony bywamy wtedy zaciekawieni nowymi osobami, a z drugiej mocno boimy się odrzucenia i oceny. Panuje wtedy tendencja do pokazywania się od jak najlepszej strony albo w sposób, który do tej pory był nagradzany. Na tym etapie życia grupy ludzie wykazują niechęć do wyrażania własnego zdania, zwłaszcza gdy odbiega ono od zdania reszty. Przyjmują postawę obserwatora, często rozładowują napięcie przez śmiech czy inne odreagowania. Ważnym elementem tego etapu jest poznawanie zasad funkcjonowania w projekcie oraz norm grupowych. Gdy pojedziemy na wyjazd zorganizowany, na początku zwykle zostajemy zapoznani z programem i zasadami.
Jeśli przejdziemy ten początkowy etap, następuje faza wstępnej spójności. Zespół zaczyna się formułować. Pojawiają się pojedyncze symbole czy rytuały np. picie kawy w mniejszych grupach podczas przerw. Później zazwyczaj nadciąga faza konfrontacji i konfliktu. Charakteryzują ją spory pomiędzy członkami grupy oraz zbuntowanie się wobec formalnego przywódcy. Uwidaczniają się rywalizacja i walka o przywództwo. Protesty i przejawy wrogości nie są na początku wyrażane wprost. Dużo daje możliwość przepracowania tego doświadczenia – uczy, że złość można wyrazić otwarcie i zrozumieć. W efekcie przejścia wcześniejszych faz dochodzi do satysfakcjonującego etapu zwanego fazą spójności i współpracy! Zmniejsza się wtedy napięcie, wzrasta potrzeba przynależności do grupy. Wzrasta odpowiedzialność i aktywność członków, można powiedzieć, że społeczność nabiera charakteru demokratycznego! Komunikacja jest otwarta i cechuje się wyrażaniem tego, co jest doświadczane, także sporów. Uczestnicy ufają sobie wzajemnie lub przynajmniej otwarcie potrafią wyrazić brak zaufania.
Z takimi wyboistymi kolejami losu mamy do czynienia bytując w zespołach. Aby dopełnić opisu tych skomplikowanych tworów zwanych grupami, wspomnę, że ludzie przyjmują w nich określone role grupowe. Mogą funkcjonować jak gwiazda, dziecko grupy, dobry uczeń, kozioł ofiarny, błazen, maskotka, strażnik norm, sumienie grupy, opozycjonista czy outsider. Przybieranie ról płynie z procesów grupowych i inklinacji osobowościowych. Im wyższe napięcie międzyludzkie, tym większa może być tendencja chowania się za płaszczykiem roli. Również podwyższone napięcie osobiste skłania daną osobę do chowania się za kostiumem i np. funkcjonowania zawsze na przyjęciach towarzyskich w roli eksperta, a nie w sposób otwarty, płynny i autentyczny. Oczywiście wśród ról najbardziej widoczna jest rola lidera. Liderzy powinni dzielić się z nami swoimi zasobami, pociągać nas swoją energię budowania więzi. Mając doświadczenie przewodzenia stadu, konfrontujemy się z nadwyrężaniem swojej potrzeby bycia akceptowanym, która jest wtedy poddawana próbie. Czasami wyjściem jest styl komunikacji dbający o dopytywanie ludzi o konkretne rozwiązania, tak aby dać im przestrzeń na pytania i wątpliwości.
Najcenniejszym stanem w grupie jest „harmonizacja indywidualności”. Pojawia się tu pytanie, na ile stado może być inkluzywne, umiejące przyjąć innego, można nawet powiedzieć odszczepieńca… Bo nie sztuką jest być w relacji i rezygnować z siebie – sztuką jest być w relacji ze wszystkimi potrzebami; swoimi i czyimiś. Stado stabilizuje. Daje nam poczucie bezpieczeństwa, potwierdza nasze miejsce w świecie. Jest to potocznie znana prawda: „w grupie raźniej”. Wykorzenienie się z grupy jest bolesnym doświadczeniem, kiedyś skazanie na banicję było najgorszą karą. Z tych ludzkich potrzeb zrodziła się szaleńcza popularność mediów internetowych, które niektórzy złośliwie określają jako media pseudo-społecznościowe.
W grupie zachodzą też tajemnicze zjawiska, m.in. pułapki myślenia grupowego, gdy zaślepia nas pójście za stadem. Muzykując w grupie, występuje tendencja do przyspieszania rytmu.
Trudno z zewnątrz „rozgryźć” wspólnotę. To złożona interakcja oparta na wielu sytuacjach, które można opowiadać jak anegdoty: jak w mojej mikro kuchni gotowaliśmy pyszności na imprezach, jak szef wprowadził nerwową atmosferę na zebraniu etc. Bycie w paczce wymaga pielęgnowania, opieki, wzajemnej troski. Potrzebuje telefonów, spotkań i wyjść tworzących wspólne wspomnienia.
Grupa zasiada w kręgu – czy jest to krąg kobiet, czy grupa terapeutyczna, czy towarzystwo zebrane przy wspólnym stole. To emanacja idei, że głos każdej osoby się liczy. Gdy siedzimy w kręgu, jest tam miejsce dla każdego!
~ Artykuł ukazał się w majowym wydaniu newslettera „Psycho-Pudełko”. Aby być na bieżąco, zachęcamy do zapisu – kilkając w ten link!
