" /> Ryzykując niegrzeczność | Centrum Rozwoju Osobowości INNER HOME

Ryzykując niegrzeczność

Aneta Fudała

To historia znana wielu z nas. Mieliśmy być grzeczni, uczynni, osiągający sukcesy i dbający o innych. Wszystko dla satysfakcji otoczenia.

Potem dochodzi się do wniosku, że brakującym elementem jest potrzeba samorozwoju oraz wyrażania autentycznego siebie. Wychodzi na jaw, że przekazy bycia miłym, grzecznym i układnym nie wystarczają, by dobrze kreować relacje z ludźmi.

Jakie przekazy słyszeliśmy w dzieciństwie od otaczających nas ważnych dorosłych? Od tych osób, które miały wpływ na nasze kształtowanie się. Oprócz rodziców byli też nasi dziadkowie, którzy też mieli swoje oczekiwania czy wymagania, był cały zastęp cioć i wujków, cała szkolna struktura z nauczycielami, wychowawcami. Może pobrzmiewa tam gdzieś słynne: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, “Siedź w kącie a znajdą cię” lub dosadniejsze: „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Jeśli mogę pokusić się o generalizację, to szczególnie dziewczynki bywały uczone, że osiągną sukces, jeśli będą grzeczne, skromne, potakujące, uśmiechnięte, operujące miłym głosem i ulegające otoczeniu. Potem niejednokrotnie szukają zewnętrznego potwierdzenia i kieruje nimi pragnienie pochwały. Czasem właśnie dlatego zdobywają świetne oceny czy podejmują się roli przewodniczącej klasy. Może dlatego, że tego chcieli ich rodzice.

Istnieje bardzo ważna figura, którą nadają nam rodzice. Są to autorytety. W nadmiarowym ugrzecznieniu zwykle występuje silne podporządkowanie autorytetom. Nasuwają mi się tu, przerażające w rezultatach, eksperymenty społeczne z lat 60-tych I 70-tych XX wieku, gdzie badani dopuszczali się brutalnego, nieempatycznego zachowania, gdyż tak mocno opierali się na przekazie od rzekomego autorytetu. Figura autorytetu wywoływała ślepe posłuszeństwo. Ten mechanizm znajduje smutne odzwierciedlenie w konfliktach zbrojnych toczących ludzkość. Często stajemy się bardziej uprzejmi przy ludziach, których obsadzamy w roli autorytetów. Wśród znajomych np. możemy być swobodniejsi. Może to mieć znaczenie w pracy, przy kontaktach z szefostwem. Czasem sięgnięcie po awans wymaga pewnej „niegrzeczności”, rozmachu.

Z autorytetami kojarzą nam się różne zasady, a za ich łamanie kary. Nawet jeśli były to kary tylko zapowiadane albo domniemane, które wisiały gdzieś w powietrzu – to zostały odciśnięte w nas mocnym śladem. Warto sobie uzmysłowić, że jeszcze nie tak dawno normą w szkołach były kary cielesne!

Dostosowywanie się, przymilanie może płynąć z wielokrotnie uwarunkowanej reakcji na stres interpersonalny. Dziecko w odpowiedzi na traumę może przyjąć strategię, że trzeba się przymilać, aby przetrwać. Następuje oddzielenie od licznych autentycznych części siebie. Potem bunt może się uwidocznić w cichej utajonej formie: bunt ciała, bunt jedzenia, apatia.

Taka przywdziana maska na potrzeby społecznych kontaktów jest nazywana w psychologii fasadą, blisko związana z pojęciem fałszywego self (czyli fałszywego ja). Ale co to znaczy być sobą? Po latach praktyki w odgrywaniu roli grzecznej osoby można już to zupełnie zagubić! Zaskakująco wiele osób, nawet piastujących ważne stanowiska, zrobi wiele, by tylko uchronić się przed krzywym spojrzeniem. Skrajna postawa „przepraszam, że żyję”, którą też czasem obserwujemy, to bardzo smutny los. Wiele osób realizuje grzeczność taką zewnętrzną, powierzchowną, pod publiczkę. W środku buzuje bunt i wściekłość. Uśmiech to grymas przyklejony do twarzy, rodzaj zbroi.

„Dlaczego się nie uśmiechasz?!” bywało powtarzane wyjątkowo często dziewczynom czy kobietom. Z założenia mają być ozdobą, odpowiadać za dobrą atmosferę. Jakby naszą misją było sprawić, aby innym było miło. Kobiety mają być jak lalki. To tak jakby kogoś zapraszać do założenia maski. Uśmiech na zawołanie. Uśmiech: by kogoś udobruchać. Uśmiech: by osłodzić trudny komunikat. Uśmiech: by kogoś wzmocnić. Modne kiedyś i zalecane wciąganie brzucha okazuje się niezdrowe. A ciało powinno być żywe i ruchome.

W procesie kształtowania grzeczności ważnym elementem mogło być wmawianie, co czujemy albo co powinniśmy czuć. Przypuszczalnie rzadziej padało pytanie: co czujesz? czego potrzebujesz? Bycie asertywnym wymaga takiej bazy, jaką jest znajomość siebie, rozeznanie w swoich preferencjach i antypreferencjach, ale też w tym, co na ten moment potrzebuje dookreślenia, jest jeszcze niedodefiniowane. Przy skrajnie rozwiniętej grzeczności wgłębienie się w siebie może napotkać blokady. Trudno może być przyznać wówczas, że np. mam potrzebę władzy.

Bezproduktywne okazuje się pozostawać grzecznym, podczas gdy ktoś nas represjonuje. Gdzie jest wtedy agresywność, która jest przypisanym nam ludzkim wyposażeniem? Odpuszczenie sobie grzeczności wymaga uruchomienia agresywności. Agresywność szczególnie kobiet bywa obwarowana tabu. Boimy się swojej agresywności, a przecież każda istota ludzka ją posiada i każdej jest ona potrzebna. Do skutecznego realizowania celów jak najbardziej jest przydatna. W sporcie ciężko wygrać, gdy posyła się piłeczkę tenisową delikatnie I wprost pod nogi przeciwnika. Takie stracone życiowe okazje są efektem niechęci wchodzenia w rywalizację.

Ważnym regulatorem naszych zachowań jest poczucie winy. Jest dość mocno wmontowane w naszą psychikę, szczególnie gdy mamy mocny system zasad i pewną surowość, autokrytycyzm uwewnętrzniony. Często objawia się to karzącym lub stopującym nas głosem. Możemy sobie zdawać sprawę, iż nasze poczucie winy jest nadmiarowe, bo np. rozpatrujemy drobną niezręczność towarzyską z naszej strony godzinami, a spóźnienie przeżywamy jak katastrofę.

Wymaga ogromnego nakładu pracy, przebudowy psychiki, aby takiego tzw. wewnętrznego krytyka oswoić. Z ciekawej perspektywy ujęła to Agnieszka Stein, psycholog zajmująca się komunikacją z dziećmi: „Nie mam wewnętrznego krytyka. Mam wewnętrznego opiekuna, który czasem ma gorszy dzień”.

Sądzę, że samo hasło “krytyka” uruchamia lęk. Odrobinę można się z nim oswoić, np. na różnego rodzaju treningach obfitujących w feedbacki. To mocne, ale też uwalniające doświadczenie, które uczy, że różni ludzi mogą mieć różne opinie na nasz temat i mają do tego prawo. Co więcej, my też mamy różne opinie na temat naszego otoczenia i również mamy do nich prawo. Osoby poruszające się w okowach silnej grzeczności zazwyczaj obawiają się kogoś urazić. To długofalowe zadanie, by nauczyć się asertywnie i z szacunkiem wyrażać odmienną lub krytyczną opinię.

Psychoanalityk Hans Loewald nowatorsko ujmuje proces rozwoju i uniezależniania się. Uważa on, że jako dzieci naszych rodziców, przez swoją autentyczną emancypację, metaforycznie zabijamy w nich coś istotnego – nie jednym ciosem i nie pod każdym względem, lecz przyczyniając się do umierania ich autorytetu. Z drugiej strony, jako rodzice naszych dzieci podlegamy temu samemu przeznaczeniu. Warto pamiętać, że dzieci ze swoją ekspresyjnością wzbudzają w nas nieraz skrajne rozemocjonowanie, są dla rodziców szkołą opanowania i pomieszczania skrajnych stanów. W tym ujęciu bunt widzimy jako zdrowy przejaw. Niektórzy ujmują to tak, że zgoda na siebie to akt rebelii. Możemy wpływać na funkcjonowanie świata – przez podważanie coś się zmienia, kontestowanie kształtuje rzeczywistość.

Ujawnianie prawdy o sobie brzmi jak przepełnione ryzykiem wyzwanie! I w istocie, próby zmiany zesztywniałych schematów i nowe zachowania mogą się spotkać z szyderstwem i dezaprobatą. Kobiety opuszczając terytoria grzeczności, mogą narażać się na wizerunek jędzy, wyklętej czy chłopczycy, babochłopa. Inni mają z tym problem – że nie potakujemy, że komunikujemy wprost, że nie podoba się nam seksistowski dowcip znajomego. Mówienie o sobie to odważne zajmowanie interpersonalnej przestrzeni.

Autentyczność podnosi naszą wyrazistość. Zbyt ugrzecznione osoby bywają łatwo niepamiętane, łatwo niedostrzegane, gdyż ludzie nie czują ich osobowości czy poglądów. Za autentycznością stoi trud dookreślenia siebie, a nie kierowania się wpojonymi oczywistymi drogowskazami. Czy chcę mieć to, co było w mojej rodzinie: dom z firankami, rosół na obiad czy też chcę poszukać swoich sposobów i wartości?

Bycie grzecznym możemy określić jako panowanie nad popędami, np. nad przekleństwami. Nadmiarowa grzeczność staje się przekleństwem jej nosiciela. Niektórzy mogą wykazać tendencję do przeciwwagi – i wpaść w obcesowe czy dziwaczne zachowanie. Tymczasem żyjąc między sobą, musimy negocjować z otoczeniem, aby zbalansować możliwość spełniania potrzeb.

Nie-grzeczność, czyli podważenie schematów, zastanowienie się nad nimi to skomplikowane zadanie. Ale jak najbardziej prawdziwe. A życie w zgodzie ze sobą niesie dużo satysfakcji. Jest gratyfikujące i uspokajające samo w sobie. Pozostaję z nadzieją, że ten tekst nie spowoduje chęci grzeczności w zdobywaniu niegrzeczności, czyli wrażenia, że tu też trzeba się do czegoś dopasowywać.

 

~ Artykuł ukazał się w marcowym wydaniu newslettera „Psycho-Pudełko”. Aby być na bieżąco, zachęcamy do zapisu – kilkając w ten link!